
Mojsze Lejb Halpern
A KIEDY KITĘ ODWALĘ
Ze zdziwieniem, patrząc na moje pióro
I piszącą nim rękę, pomyślałem,
Że umrę jeszcze dzisiejszej nocy.
Nic tylko kitę odwalę, w tej kamienicy pełnej gojów .
Nic więcej, prócz pióra nie pozostanie po mnie.
Pióro i wiersz na kawałku papieru.
Wiersza, być może wcale nawet nie dokończę,
Skąd to przeczucie? Czai się tuż za progiem,
Wiatr je zawiewa przez szczeliny okna.
Być może rankiem, gdy przyjdziesz,
Zrobisz krok - i kiedy twoja stopa dotknie mojego wiersza,
Nadleci pozdrowienie czekające tu na ciebie.
Ale całkiem możliwe, że kląć mnie będziesz wściekle,
I jedynie w drzwi kartkę wciśniesz,
By więcej nigdy tu nie powrócić.
tłum. J.S.
Coś genialnego na początek dnia.
Tak więc, jedziemy z kokosem. Wstawanie o godz. 10 w domu Kury, w łóżku jego siostry na samych gaciach, to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej. Oglądanie Fight Clubu i Daybreakers'ów - już bardziej. Przygotowywanie płyt na imprezę - do dupy. Ale co tam, robić przecież trzeba, aby mieć dzięgi. Nie no, naturalnie, ale do chuja pana, dziwnie mi. Z jednej strony - pracę mam zajebistą, mało męczącą i satysfakcjonującą mnie pod względem finansowym. Więc, w czym problem? Ach, złożony problem. Pierwsze - zero życia towarzyskiego w łikendy - czyt. albo każdy wieczór w pracy, więc ani pójść na koncert, do kina, na domówkę, a co drugi łikend okraszony w ciągu dnia szkółką. Drugie - granie imprez nie żeby nie było fajne. Fajne nie są ludziki, które przychodzą z pretensjami typu "jest mi za głośno", "daj więcej szatana", "puść lejdi gagę". Nosz, do chuja Wacława, to naprawdę jest mocno wkurwiające. I to wielkie oburzenie, gdy za jakiś konkretny utwór chcę moje jebane, obesrane 10 złociszy. "Ty powinieneś to robić dla przyjemności, sprawiać ludziom przyjemność". Przyjemność to może kurwa robić, i to też nie za darmo, a ty głupia rumiana wiejska cipko powinnaś od czasu do czasu spojrzeć w lustro. Gojowska logika, gojowskie mordy, gojowska chujoza.
Nic tylko kitę odwalę, w tej kamienicy pełnej gojów .
Tak więc, jedziemy z kokosem. Wstawanie o godz. 10 w domu Kury, w łóżku jego siostry na samych gaciach, to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej. Oglądanie Fight Clubu i Daybreakers'ów - już bardziej. Przygotowywanie płyt na imprezę - do dupy. Ale co tam, robić przecież trzeba, aby mieć dzięgi. Nie no, naturalnie, ale do chuja pana, dziwnie mi. Z jednej strony - pracę mam zajebistą, mało męczącą i satysfakcjonującą mnie pod względem finansowym. Więc, w czym problem? Ach, złożony problem. Pierwsze - zero życia towarzyskiego w łikendy - czyt. albo każdy wieczór w pracy, więc ani pójść na koncert, do kina, na domówkę, a co drugi łikend okraszony w ciągu dnia szkółką. Drugie - granie imprez nie żeby nie było fajne. Fajne nie są ludziki, które przychodzą z pretensjami typu "jest mi za głośno", "daj więcej szatana", "puść lejdi gagę". Nosz, do chuja Wacława, to naprawdę jest mocno wkurwiające. I to wielkie oburzenie, gdy za jakiś konkretny utwór chcę moje jebane, obesrane 10 złociszy. "Ty powinieneś to robić dla przyjemności, sprawiać ludziom przyjemność". Przyjemność to może kurwa robić, i to też nie za darmo, a ty głupia rumiana wiejska cipko powinnaś od czasu do czasu spojrzeć w lustro. Gojowska logika, gojowskie mordy, gojowska chujoza.
Nic tylko kitę odwalę, w tej kamienicy pełnej gojów .