Znalazłem ten wpis. To było tak dawno temu.
A może wcale nie tak dawno?
Może to było dosłownie chwilę temu, chwilę do której nie powrócę?
Shut up.
Ogólnie, to nic nie robię. Dziś zadzwonię do korepetytora i umówię się na pierwsze spotkanie. Poza tym, naprawdę nic się nie dzieje. Żadnych wzlotów, żadnych upadków. Czasem jest chwilowo miło, ale nie bez powodu mówię "chwilowo", oraz "miło".
Często cały dzień nie wychodzę z mieszkania, chyba, że wezwie mnie nagła potrzeba pt. kupić fajki, lub wyrzucić śmieci.
I want to talk with you. Really.
środa, 27 października 2010
środa, 20 października 2010
Sounds of silence.
To mój conocny stan. Zasypiam o świcie, wymęczony całym dniem, filmami, które z uporem maniaka oglądam każdej nocy. Uwielbiam to uczucie, gdy cisza, w moim domu zostaje zabita przez myśli, dźwięki i obrazy wewnątrz głowy. Czuję się wtedy jak w półśnie, jak na pierdolonym haju. Coś co z jednej strony jest genialnym stanem, a z drugiej... nie pozwala spać. Plus - większość z tych obrazów jest bardzo.... zła, ale nie, nie w tym sensie. Są to albo wspomnienia, albo wyobrażenia. Ktoś mnie wczoraj spytał czy lubię gdybać. Nie lubię, bo te obrazy są ze mną codziennie, w każdej pieprzonej sekundzie mojego życia.
Wieczór, spędzony na spacerze, podczas którego, bez słuchawek, śpiewałem. Bez muzyki, bez czegokolwiek. Sam do siebie. Fajny stan, przypominający mi pobyt w jednym miejscu.
Oddam się za miesięczny zapas ketonalu, prozacu, albo innej ciekawej substancji.
Wieczór, spędzony na spacerze, podczas którego, bez słuchawek, śpiewałem. Bez muzyki, bez czegokolwiek. Sam do siebie. Fajny stan, przypominający mi pobyt w jednym miejscu.
Oddam się za miesięczny zapas ketonalu, prozacu, albo innej ciekawej substancji.
wtorek, 19 października 2010
+ i -
No i proszę.
Wyrzucili mnie z Mazel Tov. Cóż, nie zagłębiajmy się w ten temat, ja Cię proszę Świecie.
Dziś dzień pod znakiem sprowadzania sprzętu z Doków, Marta, potem kawa z Olą K. , potem siedzenie w domu i granie na elektryku. Coraz mniej psychadeli, coraz więcej brudu w muzyce.
Dobrze, źle?
Chuj jeden wie.
I ten kawałek cały dzień w głowie.
Czas wreszcie zrobić te badania. Niby robili, przy oddawaniu krwi, ale ja im tam nie wierzę.
PS: Moje podkrążone oczy postarzają mnie. Nie dziwię się pytań "co bierzesz?".
Wyrzucili mnie z Mazel Tov. Cóż, nie zagłębiajmy się w ten temat, ja Cię proszę Świecie.
Dziś dzień pod znakiem sprowadzania sprzętu z Doków, Marta, potem kawa z Olą K. , potem siedzenie w domu i granie na elektryku. Coraz mniej psychadeli, coraz więcej brudu w muzyce.
Dobrze, źle?
Chuj jeden wie.
I ten kawałek cały dzień w głowie.
Czas wreszcie zrobić te badania. Niby robili, przy oddawaniu krwi, ale ja im tam nie wierzę.
PS: Moje podkrążone oczy postarzają mnie. Nie dziwię się pytań "co bierzesz?".
niedziela, 17 października 2010
Suit up!
JD Night - zaliczone.
Spotkanie klasowe - zaliczone.
Najebanie się jak świnia w czwartek - zaliczone.
Poznanie kogoś nowego - nkl.
Cenzurka z tego weekendu.
Coś więcej? Praca, moi kochani, praca. Potem szkoła, znów praca. Właściwie to poza pracowaniem, uczeniem się, chlaniem, i spaniem na krótkie dystanse, nie zajmuję się ostatnio niczym. Co mnie nie cieszy.
Wiele spraw niepozałatwianych. Wiele kontaktów straconych bądź mocno zniszczonych(raczej chyba nie do odratowania). Ogólnie, to jestem tak znudzony wszystkim naokoło, że jest to aż smutne.
PS: Właściwie, to czegoś lub kogoś mi brakuje, mimo że, na chwilę obecną, mam wszystko co wystarczać powinno do egzystencji.
Brakuje mi Paru Osób. Mimo wszystko, mimo całej chujni z kontaktami z nimi, mimo że, to wszystko to moja jebana wina - brakuje mi ich.
Brakuje mi grania, przebywania na scenie, tworzenia.
Brakuje mi tej fajnej, młodzieńczej radości. Nie dziwię się klientom, którzy biorą mnie nawet za 30-latka, co jest akurat przykładem ekstremalnym. Bo jaki normalny dwudziestolatek zapierdala 7 dni w tygodniu w pracy, zamiast bawić się, uczyć, realizować marzenia?
Spotkanie klasowe - zaliczone.
Najebanie się jak świnia w czwartek - zaliczone.
Poznanie kogoś nowego - nkl.
Cenzurka z tego weekendu.
Coś więcej? Praca, moi kochani, praca. Potem szkoła, znów praca. Właściwie to poza pracowaniem, uczeniem się, chlaniem, i spaniem na krótkie dystanse, nie zajmuję się ostatnio niczym. Co mnie nie cieszy.
Wiele spraw niepozałatwianych. Wiele kontaktów straconych bądź mocno zniszczonych(raczej chyba nie do odratowania). Ogólnie, to jestem tak znudzony wszystkim naokoło, że jest to aż smutne.
PS: Właściwie, to czegoś lub kogoś mi brakuje, mimo że, na chwilę obecną, mam wszystko co wystarczać powinno do egzystencji.
Brakuje mi Paru Osób. Mimo wszystko, mimo całej chujni z kontaktami z nimi, mimo że, to wszystko to moja jebana wina - brakuje mi ich.
Brakuje mi grania, przebywania na scenie, tworzenia.
Brakuje mi tej fajnej, młodzieńczej radości. Nie dziwię się klientom, którzy biorą mnie nawet za 30-latka, co jest akurat przykładem ekstremalnym. Bo jaki normalny dwudziestolatek zapierdala 7 dni w tygodniu w pracy, zamiast bawić się, uczyć, realizować marzenia?
piątek, 15 października 2010
It's a Legen... wait for it! ... dary!
No i proszę, znów jestem.
I co u mnie? Praca, szkoła, imprezy, więcej pracy, więcej imprez, i maksymalnie w chuj pracy.
Na nic prawie nie mam czasu. Spędzam prawie każdą chwilę w robocie, którą, co najgorsze, naprawdę lubię. Obrzydliwość.
W życiu prywatnym? Cóż. Spotkałem się z Martą. Martą, którą zostawiłem dla Oli. I? Hmm. Jest dobrze? Nie wiem. Chyba tak.
Sonia zostawiła mi zaproszenie na swoją 18-stkę, zaznaczając że będzie tam Ola. Czy pójdę?
Na 99% nie, bo idąc na imprezę, mam ochotę się zabawić, a nie dołować jej osobą. Nie żebym coś do niej czuł, AGAIN, po prostu - Ona nie chce mi poświęcić nawet 5 minut, żeby porozmawiać? To po cholerę mamy być na tej samej imprezie. Oczywiście - można nie rozmawiać, przebywać w innych pomieszczeniach, ale po co? Poza tym, zaproszenie od Soni, jest dla mnie trochę gówno warte. Dlaczego? Ach, odpowiedź jest prosta - po cholerę mnie zaprasza na swoją imprezę, skoro ani nie jesteśmy przyjaciółmi (przyjaciele spędzają ze sobą czas, pomagają sobie, rozmawiają, a przypominam że od drugiego LO do mojego domu nie jest daleko, bądź odwiedzenie mnie np. w Mazel Tov nie jest podróżą na drugi koniec świata. Tak więc po co mam się tam pojawić? Nie jestem w gronie najbliższych jej znajomych, nawet tych dalszych, a przynajmniej ciągle jest mi dawane to odczuć. Więc pytam się - po co?
A Ola podobno jest szczęśliwa i szalenie zakochana i dalej bywa w Krugerze. No dobra - i co w związku z tym? I tak specjalnie przychodzę tam w nocy, żeby jej nie spotkać. Bywa tam? No super, i? Jest szczęśliwa - ok, i co w związku z tym? Cieszę się, niech będzie szczęśliwa i z samym papieżem (tak drogie dzieci, dla gojów, choćby nieważne jak starających się być Żydówkami, papież jest święty, a papież polak tym bardziej), ale co mi do tego? Zaczęła nowe życie i tyle. Ja w nim nie uczestniczę.
Cytat dnia ( kiedy spotkałem Krzyśka) : Majcher! Jak ty wyglądasz?! Na kurwy idziesz, czy co?
I co u mnie? Praca, szkoła, imprezy, więcej pracy, więcej imprez, i maksymalnie w chuj pracy.
Na nic prawie nie mam czasu. Spędzam prawie każdą chwilę w robocie, którą, co najgorsze, naprawdę lubię. Obrzydliwość.
W życiu prywatnym? Cóż. Spotkałem się z Martą. Martą, którą zostawiłem dla Oli. I? Hmm. Jest dobrze? Nie wiem. Chyba tak.
Sonia zostawiła mi zaproszenie na swoją 18-stkę, zaznaczając że będzie tam Ola. Czy pójdę?
Na 99% nie, bo idąc na imprezę, mam ochotę się zabawić, a nie dołować jej osobą. Nie żebym coś do niej czuł, AGAIN, po prostu - Ona nie chce mi poświęcić nawet 5 minut, żeby porozmawiać? To po cholerę mamy być na tej samej imprezie. Oczywiście - można nie rozmawiać, przebywać w innych pomieszczeniach, ale po co? Poza tym, zaproszenie od Soni, jest dla mnie trochę gówno warte. Dlaczego? Ach, odpowiedź jest prosta - po cholerę mnie zaprasza na swoją imprezę, skoro ani nie jesteśmy przyjaciółmi (przyjaciele spędzają ze sobą czas, pomagają sobie, rozmawiają, a przypominam że od drugiego LO do mojego domu nie jest daleko, bądź odwiedzenie mnie np. w Mazel Tov nie jest podróżą na drugi koniec świata. Tak więc po co mam się tam pojawić? Nie jestem w gronie najbliższych jej znajomych, nawet tych dalszych, a przynajmniej ciągle jest mi dawane to odczuć. Więc pytam się - po co?
A Ola podobno jest szczęśliwa i szalenie zakochana i dalej bywa w Krugerze. No dobra - i co w związku z tym? I tak specjalnie przychodzę tam w nocy, żeby jej nie spotkać. Bywa tam? No super, i? Jest szczęśliwa - ok, i co w związku z tym? Cieszę się, niech będzie szczęśliwa i z samym papieżem (tak drogie dzieci, dla gojów, choćby nieważne jak starających się być Żydówkami, papież jest święty, a papież polak tym bardziej), ale co mi do tego? Zaczęła nowe życie i tyle. Ja w nim nie uczestniczę.
Cytat dnia ( kiedy spotkałem Krzyśka) : Majcher! Jak ty wyglądasz?! Na kurwy idziesz, czy co?
środa, 6 października 2010
Uff jak gorąco!
Tadam. Nie było mnie parę dni, gdyż:
a) pracowałem
b) pracowałem
c) więcej pracowałem
d) spałem
Zaznacz poprawną odpowiedź.
Tak więc, praca, praca, praca. Dziś wyjątkowo był niewielki ruch, plus mogłem wyjść trochę wcześniej. PannoAnno dziękuję, najukochańsza szefowo pod słońcem. Co poza tym? Spędzanie czasu z Alicją, przy której wychodzę na muzycznego analfabetę, ale ani Jej ani Mi to nie przeszkadza. Jest przynajmniej z kim pogadać.
Praca jest super. Gotuję, serwuję, zagaduję, zmywam, sprzątam, więcej gotuję, piję herbatę, palę papierosy, uśmiecham się do ludzi mimo kataru. Lubię moją pracę.
Normalnie, nie czytam komentarzy, bo przecież nie po to piszę. Ale dziś ten który znalazłem, prawdę powiedziawszy... hm. Nie wiem aż co sądzić. Tak jak przeważnie, wiem kto i co pisze, w jakim kontekście. A tu, nagle!, nie wiem nic.
Osobo, która podpisujesz się jako Mr, napisz raz jeszcze. Aż jestem ciekaw.
I tak, wiem, że byłem nie raz skurwysynem.
I co w związku z tym? Mam płakać, albo coś? Żałuję tego, nawet nie wiesz jak bardzo, że zraniłem wielu ludzi. I ma to na mnie ciążyć całe pieprzone życie? Litości, ale to trochę abstrakcyjna sprawa jak dla mnie.
A teraz idę zrobić herbatę i obejrzeć jakiś film. Należy mi się.
PS: Ona szczęśliwa z tego co wiem, ja zadowolony - czyli i wilk syta i owca cała, czyli, jest ok.
Prawda?
a) pracowałem
b) pracowałem
c) więcej pracowałem
d) spałem
Zaznacz poprawną odpowiedź.
Tak więc, praca, praca, praca. Dziś wyjątkowo był niewielki ruch, plus mogłem wyjść trochę wcześniej. PannoAnno dziękuję, najukochańsza szefowo pod słońcem. Co poza tym? Spędzanie czasu z Alicją, przy której wychodzę na muzycznego analfabetę, ale ani Jej ani Mi to nie przeszkadza. Jest przynajmniej z kim pogadać.
Praca jest super. Gotuję, serwuję, zagaduję, zmywam, sprzątam, więcej gotuję, piję herbatę, palę papierosy, uśmiecham się do ludzi mimo kataru. Lubię moją pracę.
Normalnie, nie czytam komentarzy, bo przecież nie po to piszę. Ale dziś ten który znalazłem, prawdę powiedziawszy... hm. Nie wiem aż co sądzić. Tak jak przeważnie, wiem kto i co pisze, w jakim kontekście. A tu, nagle!, nie wiem nic.
Osobo, która podpisujesz się jako Mr, napisz raz jeszcze. Aż jestem ciekaw.
I tak, wiem, że byłem nie raz skurwysynem.
I co w związku z tym? Mam płakać, albo coś? Żałuję tego, nawet nie wiesz jak bardzo, że zraniłem wielu ludzi. I ma to na mnie ciążyć całe pieprzone życie? Litości, ale to trochę abstrakcyjna sprawa jak dla mnie.
A teraz idę zrobić herbatę i obejrzeć jakiś film. Należy mi się.
PS: Ona szczęśliwa z tego co wiem, ja zadowolony - czyli i wilk syta i owca cała, czyli, jest ok.
Prawda?
sobota, 2 października 2010
Ekhem! - No chyba nie!
Ostatni weekend mija pod znakiem pracy i imprezowania. Robię z siebie ździrę, poznaję miłe koleżanki Jabby, nie mniej miłe koleżanki Luke'a Skywalker'a, ogólnie, dużo koleżanek. Whoam!
Tak czy inaczej. Co dziś się wydarzyło? Spanie do późna, obiad, Doki, Proces'owy koncert (jakkolwiek gejowsko to zabrzmi i luv it), potem blaszany, potem Kruger i rozmowa z Małgosią, krótka, aczkolwiek była, co jest dla mnie co najmniej dziwne, ale ja przecież nie rozumiem połowy świata, ot co.
Potem Absynt, tańczenie na stole w czerwonych nerdach (zdobyczne, są genialne!), dziwne spojrzenia ludzi, i smutny Penel, który usłyszała coś niemiłego. A z racji że to właściwie jedyny funfel, to trzeba mu pomóc, ot co!
A teraz Państwo wybaczą, ale śmierdzę, bolą mnie nogi, wypluwam sobie płuca i chcę iść spać.
PS: Coś mi się wydaje, że mnie w Dokach przestają lubić. Tadaam, nic nowego.
PS2: Hah, nie ma to jak olewanie przez ludzi, z którymi nawet pogadać nie można, bo coś sobie ubzdurali.
PS3: Majcher jest zmienny coś ostatnio. Wciśnij "lubię to!"
Tak czy inaczej. Co dziś się wydarzyło? Spanie do późna, obiad, Doki, Proces'owy koncert (jakkolwiek gejowsko to zabrzmi i luv it), potem blaszany, potem Kruger i rozmowa z Małgosią, krótka, aczkolwiek była, co jest dla mnie co najmniej dziwne, ale ja przecież nie rozumiem połowy świata, ot co.
Potem Absynt, tańczenie na stole w czerwonych nerdach (zdobyczne, są genialne!), dziwne spojrzenia ludzi, i smutny Penel, który usłyszała coś niemiłego. A z racji że to właściwie jedyny funfel, to trzeba mu pomóc, ot co!
A teraz Państwo wybaczą, ale śmierdzę, bolą mnie nogi, wypluwam sobie płuca i chcę iść spać.
PS: Coś mi się wydaje, że mnie w Dokach przestają lubić. Tadaam, nic nowego.
PS2: Hah, nie ma to jak olewanie przez ludzi, z którymi nawet pogadać nie można, bo coś sobie ubzdurali.
PS3: Majcher jest zmienny coś ostatnio. Wciśnij "lubię to!"
Subskrybuj:
Posty (Atom)