czwartek, 30 września 2010

Daddy's home!

Arrgh, jak mi dobrze, jak radośnie, jak kurewsko zimno. Wracam do życia, w tempie prędkości jebanego światła. Koncert Jabby - udany. Impreza w autsajderze - średnio udany. Private Afterparty - udane jak jasny skurwysyn. I to lubię!



Jutro wieczorkiem do pracy, aby zarobić na jebany mandat






I od poniedziałku Mazel Tov! Nareszcie, nie mogłem się doczekać, kiedy wreszcie tam wrócę.










Ani razu nie pomyślałem o zadzwonieniu do Niej. To całkiem dobrze! Choć przyznam szczerze, że chciałbym pogadać, byśmy nie skakali sobie do oczu. Ale że Ona uważa WCIĄŻ, że chcę powrotu, to Jej sprawa.



PS: Mystic River. Tak będzie się nazywał mój zespół. Jestem pod wrażeniem filmu, niebawem biorę się za książkę.

PS2: Jak będę duży, chcę być jak Sean Penn.

środa, 29 września 2010

Catholic Block

Po przemyśleniach, ustaliłem, że nie warto chyba próbować jakoś specjalnie. Niech każdy żyje swoim życiem i tyle. Radę sobie dam. Nie z takimi rzeczami sobie dawałem radę, więc, spokojnie. Ale trza zmienić najwyraźniej nastawienie. Nie dawać za dużo od siebie, bo nie warto najwyraźniej. Nie warto też pakować się komuś w życie - to najwyraźniej nie działa. Nie warto też wspierać za bardzo, a zająć się sobą samym, pozostać egoistą na wymaganym społecznie poziomie. Trzeba też zająć się, tym co teraz ważne - pracą, szkołą. Lepiej na tym wyjdę.



Wieczór spędziłem w Ferber Cafe. Było miło. Uśmiechanie się do kelnerki w za dużych okularach było całkiem przyjemne. Może tam wrócę kiedyś?




Stanąłem dziś przed lustrem, i stwierdziłem że dieta powoli daje rezultaty. Jak dołożymy do tego jakieś ćwiczenia, to może do końca roku się ogarnę.




A teraz idę.






PS: Przyjaciel - osoba, która nie wesprze w najgorszych momentach, którą potem można odesłać w trzy diabły.

wtorek, 28 września 2010

Tainted Boys

Jaki był dzień? Poprzedni zakończył się dla mnie dziś o 13. Od 6 rano stanie w Gdyni pod jej szkołą, aby móc chwilę porozmawiać. Skutek - jest chyba bardziej wkurzona. Będę próbował.



Poza tym, nie dzieje się nic. Czekam tylko na poniedziałek kiedy to wrócę do pracy do Mazel Tov. Zajmę się pracą, zarabianiem na sprzęt, z którego nie będę miał z kim korzystać.



Wracam do słuchania Kasi Nosowskiej i innych smutnych piosenek.




************************************************************************************************



So, What now?





Ona, nie chce mnie znać.
Ana, postawiła sprawę jasno.


Nie wiem, czy dobrze czy źle.
Czuję dziwny wewnętrzny spokój, który zowie się - The End. Bitter End.

Teraz muszę iść dalej, muszę być silniejszy. Muszę żyć. Na przekór Jej, na przekór Hashem, na przekór ludziom, na przekór światu. Na przekór tym dobrym, jak i tym złym. Muszę powstać.












Nie może przecież ciągle padać..."

sobota, 25 września 2010

Mam dość?

Ogólnie dzień był z dupy. Cięzki, senny, głodny, nieprzyjemny, pełen różnych dziwnych akcji. Mam dość. Chciałbym z Nią pogadać. Po prostu, bez alkoholu, na spokojnie. Ale gdzież tam, przecież się nie da.



Kolejny tekst do kolekcji. O tyle dziwny, że robiony na melodię i rytmikę Sappy Nirvany.


Ale temat inny.



I'll make you a superstar, if you'll be happy.
I'll found for you good job, if your mother will be proud
If you ask me, what I want, So i tell you, please go fuck me
Yes, I like it, it's so fine, but please, don't call to daddy.


Now, be with me.
Now, go with me.
No, don't go away from there.
You unambission is OK.


We'll go to my house, So come, take it and suck it.
All the people make a noise, And you're so populary.
All in all, you're my god, But you don't, want to love me.
I'm so boring, yes, I know, it's ok, i'm not saddy.


Now, be with me.
Now, go with me.
No, don't go away from there.
You unambission is OK.

Now, please rape me.
Now, please kill me.
Don't go for police.
Now I don't feel anythin'.




Mam dosyć. Najnormalniej w świecie.



Od 4 października od poniedziałku do środy/czwartku, można mnie spotkać od 14 do 24 w mazel tov. Wiem że i tak nikt nie przyjdzie, ale próbować tak desperackich środków można.



Dobranoc. Nie chcę się budzić.

piątek, 24 września 2010

Shout and go!

I jednak znalazłem czas. Szybki na szczęście powrót z pracy.


Jak dzień? Miałko. Na 99% znów zaczynam pracę w Mazel Tov. Oznacz jako lubię to! Będzie wreszcie lepiej?


Nie wydarzyło się nic, poza tym, że gdy byłem w mazel'u weszła Ola z Grabażem. Powiedziałem do właścicielki, abyśmy przeszli do innego pokoju, bo nie chcę jej widzieć. To nieprawda, ale dobrze taka postawa wygląda. Potem do blaszaka przyszli Kura, Gosia i Max. Też ciekawe. Czyżby nagłe zainteresowanie moją osobą, czy może tylko zbieg okoliczności? Nie wiem i nie chcę wiedzieć, niepotrzebne mi to. Nie chcę o tym myśleć. Nie chcę myśleć o Oli, nie chcę myśleć o Ani. Nie ch cę myśleć co dalej. Zajmę się nauką, pracą i tym aby zakończyć tą średnią edukację. Chciałbym więcej, chciałbym pieprzonej Margot, chciałbym się szczerze uśmiechać i cieszyć się z widoku ludzi mi przyjaznych. Przykro mi, zostaje obojętność, nie licząc paru jednostek, które chyba naprawdę obchodzę.




Po szkole od razu do Doków, aby nagłośnić koncert. Potem spać, znów szkoła, a potem? Po szkole pojadę na kawę. Zwykłą kawę w jakimś miłym i cichym miejscu. Może spiszę jakieś teksty? Choć po ostatnich wydarzeniach zauważyłem, że te ciekawsze i prawdziwsze są pisane w jedną chwilę, a nie podczas dumania.




Dobranoc, śmierdzący świecie.








PS: Tak Agnieszko, naprawdę dziś się o Ciebie martwiłem. Że coś Ci się stanie. Nie wiem czemu. Tzn, wiem, ale to nie miejsce aby Ci o tym opowiadać.

Light it up!

No i kolejny wieczór i impreza za mną. Ogólnie wczoraj miałem baardzo zły dzień, plus miałem wszystkiego dosyć. Poważna z Nią rozmowa, którą podsumować można słowami "Majcher, zjebałeś". Plusy wczorajszego wieczora? Właściwie żadnych. Nie licząc boruty z jakimiś Rosjanami.


Zdałem sobie sprawę wczoraj, że nie mogę konkurować o względy kobiet z wysokimi, brodatymi kolesiami. Więc trzeba sobie odpuścić. Po prostu. Bo oni są przystojni, noszą markowe ciuchy i mają grube portfele. Ja mam tylko to, że czasem można ze mną porozmawiać, umiem się szczerze uśmiechać. Czyli za mało widocznie. Ale czas to zmienić. Czas znów imprezować, być skurwysynem bez uczuć który za krzywe spojrzenie chce spuścić wpierdol. Nie podoba mi się to, chciałem tak nigdy nie żyć, ale chyba najwyraźniej muszę. Plusem tego wszystkiego są teksty które chodzą mi po głowie, a po wypiciu paru drinków zaczynam je z siebie wypluwać. A czasem nawet zapisywać. I tak powstaje dzisiaj moja twórczość. Nie przemyślane, szczegółowo dobierane słowa, a myśli które siedzą w mojej pierdolonej głowie.



Za 3h30min mam się zjawić w pracy. Będzie grubo. Jutro szkoła. Czyli nie będę miał czasu na pisanie tutaj. I tak praktycznie nikt tego nie czyta, więc nikt tęsknić nie będzie.



Zresztą, nikt nigdy za mną nie tęsknił szczerze. A ja zbyt często. Czas zmienić proporcje.



Miłego weekendu.





PS: Jeżeli jednak ktoś to czyta, to w sobotę w Dokach jest koncert który nagłaśniam. Dobre Punkowo-hardcorowe granie. Wpadnijcie, zobaczymy czy wyszedłem z wprawy.

środa, 22 września 2010

Kruk o czwartej nad ranem

Kolejna noc przesiedziana nad kartką papieru i przy muzyce. I dokładnie o czwartej nad ranem Dead Souls w wykonaniu Nine Inch Nails. Coś genialnego na mój stan fizyczno-duchowy.



Dzień jak codzień. Późne wstawanie, szybki niby obiad i do Doków napisać pieprzone CV do ygreka, z okropnym zdjęciem. Rozstawiłem laptopa a tu wchodzi Patryk, Wera i Ania. Dziwne spotkanie, nie mogłęm jakoś specjalnie porozmawiać. Zmęczony wszystkim jestem.

Potem z Anną S. do Clubtonu, na piwo. Potem dom. I w domu to co zwykle. Pustka.

Pustka którą zapełniłem szkicami dwóch nowy tekstów. Z błędami stylistycznymi, gramatycznymi i ortodentycznymi. Pustka którą zapełniłem 12 papierosami (obiecałem Ci rzucić, palić mniej - przepraszam, dziś musiałem sobie zrobić coś miłego dla i smutnymi jesiennymi piosenkami. Wychodzę na pierdoloną smutną ciotę. Pierdolony? Nie. Ciota? Nie. Smutny? Może bardziej samotny w tym wszystkim, bo nie jest to smutek w rodzaju nie mam pracy, nie mam rodziny, nie mam dachu nad głową.


Motherfucker




Mommy tell, who is this guy?
Why he's fuck you, all the night?
Sorry dude, you're not my dad, so
Listen faggot, and shut the fuck!

You're Only
Motherfuker, motherfucker, motherfucke, hell yeah!/x2






Pact with Devil


I see you now, and I feel so bad
and goin' to nowhere, what you've done with my heart?
Great perfect smile, form trendy magazine
screamin' to me, you're fuckin' creep.



I think i lost my mind
And sold you heart and soul
But - it's ok, it's not bad
Just say me only one word



World and life carry on without me
Streets are still grey. I'm fallin now.
But you still think, you know what I need
Voices in my head become too loud




I think i lost my mind
And sold you heart and soul
But - it's ok, it's not bad
Just say me only one word

Now, I'm done.
Now, I'm One.
Now, I'm gone.

wtorek, 21 września 2010

Motherfuker

Pomysł na nowy tekst mi się kołacze, mam nadzieję że wrzucę go na dniach.


Dzisiejszy i ostatnie dni, są kiepskie. Nie wiem czego chcę, od siebie, od życia, od innych ludzi. Postępuję nieracjonalnie, wpadam w pewną paranoję czynów, słów i myśli. Po prostu się znów gubię. I nie jest to pierwszy raz w moim życiu. Chciałbym po prostu usiąść, komuś to wszystko powiedzieć bez strachu o wyśmianie, a zamiast tego siedzę i wklepuję moje cudaczne słowa na cudaczny monitor. Chore.


Obejrzałem sobie rzekomego kochanka Byłej. Nic specjalnego. Choć sam fakt że mnie to interesuje jest dziwne. Dała mi do zrozumienia że jestem chorym popierdolem, oraz żebym się odwalił? Tak więc zrobiłem. Zjebałem sprawę.

Zaś Ta, którą poznałem, chyba na mnie się poznała. Tak, jestem dziwny, i nie jest mi z tym dobrze. Tak, czasem za dużo oczekuję, ale nie wiem jak postępować. Tak, zawracam Ci głowę każdym głupstwem, bo nie mam do kogo mordy otworzyć. Tak, oczywiście, nie musisz dzwonić. Zrozumiem.


Nie sypiam. Nie jem praktycznie więcej niż jeden posiłek dziennie. Wypalam paczkę papierosów, nie pijam kawy, herbaty. Odżywiam się wódką i Colo-podobnymi napojami. Kąpię się raz dziennie, zęby myję dwa razy dziennie. Codziennie oglądam jakiś film - a to odcinek True Blood, a to coś braci Cohenów, a to Woody'ego Allen'a, a to pornole z fabułą. Ogólnie, zaczynam tracić kontrolę nad sobą samym. Albo chodzę wkurwiony na wszystkich, albo siedzę jak autystyczne dziecko i nie zwracam uwagi na nic.



Ostatnio dużo myślę o śmierci. Nie, nie swojej. Po prostu. Jak to działa. Że niby pstryk i po wszystkim? Że niby wystarczy dobrze zadany cios nożem, i tyle? To jest takie łatwe? Dziwne. Wyobrażałem sobie, że zabawa w Stwórcę jest trudniejsza. A tu proszę.



Idę zapalić i położę się w moim okropnym łóżku, gdzie nie zasnę do piątej nad ranem.






PS: Ten wpis brzmi jak jebane wołanie o pomoc.




Bo nim kurwa mać wasza pierdolona jest.

niedziela, 19 września 2010

Senselessness

No i proszę.



Wieczór powiedzmy że udany - czyt. dużo roboty ale za to przyszła. Duży plus wieczoru. Ogólnie (tego stwierdzenia nadużywam chyba) jest CHYBA dobrze.



No i szkice tekstów


Senselessness


You Asked me how
And what you like
You Think - You Are
it's way of your life


It's don't have any sense
You say - it's not my way
You really look very great
But it's don't have any sense


You look into my eyes
and touch my hand
A sorry, but I don't see
Antyhin' like love



It's don't have any sense
You say - it's not my way
You really look very great
But it's don't have any sense




No i drugi



As You Like, As You Want

Bite me! Kill me! Hate me!
as you like.

Love me! Touch me! Suck me!
please don't stop.

Bring me! Take me! Fuck me!
please don't cry!


now, you're mine...


Run, run, run my love!
You're thinkin' you're one.
Hey! Are You lost Your mind?
You are just my another toy!


Hug me!
As you like, as you want.
Kill me!
As you like, as you want.
Kiss me!
As you like, as you want.
Leave me!
As you like, as you want.


Run, run, run my love!
You're thinkin' you're one.
Hey! Are You lost Your mind?
You are just my another toy!




Na razie to tyle.

piątek, 17 września 2010

As You Like

Tadaam.



Ostatnie dni?


Miło, milej, jeszcze milej i nagle do dupy. I bądź tu człowieku rozsądny. Bądź tu rozważny.

Zachowuję się jak pieprzony małolat, który pierwszy raz poznał kobietę. Franz! Opanuj się do jasnej cholery.

Co poza tym? Nudno. Dopiero wróciłem z roboty, wczoraj napisałem tekst, którego tytuł widzicie u góry. Muszę jeszcze zastanowić się nad drugą zwrotką, a potem już tylko dopasować przejścia, zgrać wszystko.

Ogólnie, na początku tekst miał być bardziej egzystencjonalny, ale stwierdziłem że pisanie zbyt mądrych słów nie wychodzi mi na dobre. Za łatwo popaść w grafomanię.


Jak zapowiadają się następne dni? Zanieść CV do jednego klubu, jutro cały dzień robota, najpierw u brata w firmie, potem znów Blaszany. Niedziela stoi pod znakiem pracy w terenie - znowu, a wieczorem, jak się uda, do Gugi na noc aby spić się jak prosię i zapomnieć o tym wszystkim choć na chwilę. Poniedziałek? Gastroparty w Blaszanym, czyli znowu praca. Ale lepsze zapierdalanie, niż siedzenie na dupie i patrzenie się w ekran godzinami, jak to niektórzy.



Ogólnie, na chwilę obecną mam zły humor, najchętniej całą noc słuchałbym Miles'a Davis'a i patrzył się w sufit. Ale gdzież tam! Trzeba się wyspać, aby szczerzyć się do tych wszystkich pojebanych klientów, którzy nawiedzają lokal. Oczywiście, są wyjątki, czasem umiem sam z siebie uśmiechnąć się, spytać czy czegoś nie potrzeba. Ale przeważnie, jestem kompletnie zrezygnowany, a co niektórym jebnąłbym w pysk.






As you like, as you want....










PS: Ciekawe czy Ona to czyta? Jeżeli tak, to wychodzę na jeszcze większego kretyna.

poniedziałek, 13 września 2010

Timeless out.

Ostatnie dni w Warszawie?

Koncert udany, mieszkanie Stanisława, do którego mieliśmy przyjśc na chwilę, która zmieniła się w małe jam session, arcyciekawe.


Teraz Gdańsk.


Jak jest? Piątek i sobota - najgorsze dni w moim życiu. Noc z soboty na niedzielę - jedna z najprzyjemniejszych nocy od dawna. Bawiłem się świetnie, mimo że praca ciężka.

Kogoś poznałem. Jest miło. To tyle na ten temat, co by bardziej wścibscy ludzie się nie pytali.

Dzisiejszy dzień również genialny.





I podobno nie jestem nudny.





A teraz siedzę i wsłuchuję się w Sister, album Sonic Youth. Szukam tego, co chcę w nowym brzmieniu zawrzeć. I już po trzech kawałkach wiem, że to tego właśnie szukałem tyle lat. Trzeba jeszcze znaleźć muzyków, kupić resztę sprzętu i zabierać się do roboty.




I dziś, dowiedziałem się że staruch ze mnie. To chyba prawda, ale czy to źle? Chyba nie.

czwartek, 9 września 2010

She's gone

No i urlop dobiega końca. Podsumujmy:
-imprez = zero
-wypadów na piwo= jakieś dwa?
-poznanych ludzi= licząc Phantomsów to raczej słabo
-nagranych kawałków= jeden kompletny
-nagranych pomysłów=w ciul i jeszcze trochę.



Teraz siedzę na Nowym Świecie w CAVA i piję małą americanę. Americana za 9 złotych w małej filiżance to nie to co Puchatki lubią najbardziej, ale cóż, przynajmniej można palić i jest internet. O 21 koncert, na którym zagram z chłopakami jeden numer, a potem na jakieś piwo i o czwartej na pociąg.


Ogólne wrażenia o Warszawie? Duże miasto, wiele ciekawych miejsc, bardzo ładne Stare Miasto, choć niewielkie i nie dorównujące Kroke. Do tego ludzie. Tzn. nie że są źli, czy niemili ale są bardzo, ale to bardzo skryci, mało towarzyscy, trochę patrzą na wszystko z góry. Młodych ludzi w knajpach do których zaglądałem - mało. Młodych w znaczeniu takim jak u nas, czyli 17-21 lat. Może to nie ta pora, może to przez to że to środek tygodnia? Sam nie wiem.


Kończę ten wpis i zabieram się za odstresowywanie.



PS: Muzeum Powstania Warszawskiego? Ciekawe, nieźle zrobione, trochę małe mimo wszystko. Najbardziej urzekła mnie projekcja Miasta Ruin w 3D i kanały. Małe, ciasne kanały, tylko trochę krótkie. Ale ogólnie na plus.

niedziela, 5 września 2010

Warszawa płonie!

Nareszcie! Nareszcie, nareszcie, nareszcie i jeszcze raz nareszcie.


Warszawo, przybyłem do Ciebie. Co prawda na razie tylko na chwilkę, ale to już coś. Siedzę właśnie w empik cafe na Dworcu Centralnym, popijam mocną dużą espresso, słucham Pixies, czekam na Grzesia, i ogólnie jest przepięknie. Co z tego że pogoda do dupy? Co z tego że 90% populacji Dworca to menele i ćpuny, przy których nasze gdańskie pijaczki to kochani synkowie mamusi? I tak jest tu pięknie.



Plany na dziś? Doczekać się Grzesia, potem jakieś śniadanie, zalogowanie mnie w nowym lokum, próba z The Phantoms i pewno jakieś pyfko w Bajce. Dopiero w połowie drogi przypomniałem sobie o braku aparatu. Może Stanisław mi jakiś pożyczy?


Warszawa....

piątek, 3 września 2010

Chujoza, chujoza über alles!

No i dawno nie pisałem. A co u mnie? Oj, dużo się wydarzyło od ostatniego wpisu.

Pierwsza rzecz, najważniejsza - zakończyłem 7-mio miesięczny związek. Dlaczego? Za dużo mówić. Po prostu - ostatnie siedem miesięcy było miłe, ale... sam nie wiem czemu to zakończyłem. Były jeszcze jakieś dogorywania, jakieś próby, ale ostatecznie już tego nie ma? Czy żałuję? Samego związku absolutnie nie - był wspaniały, mimo paru zgrzytów, które przecież zdarzają się w nawet najbardziej szczęśliwych parach, prawda...? Tak czy inaczej - nie ma i nie będzie - koniec kropka.

Po drugie - nie gram w The Dionysos. Tzn, może jeszcze coś uda się zorganizować, ale jak znam życie, do skutku to nie dojdzie. Jakoś przeczucie mi to mówi. Czy to dobrze? Jedni mówią, że się tam marnowałem (to nie jest absolutnie moje zdanie!), inni mówią, że ta kapela beze mnie to nie to samo. Cóż, to również ich zdanie, chłopaki dadzą sobie radę i beze mnie. Chyba.

Znów pracuję w Blaszanym (przez jakiś czas pracowałem w Mazel Tov, ale to też temat zamknięty, nie odwiedzam raczej tamtego miejsca), jako kelner, ale cóż, żadna praca nie hańbi, choć przydałoby się coś jeszcze w tygodniu, by te dochody były jakieś konkretniejsze.
Teraz zaczynam wreszcie klasę maturalną (proszę o oklaski!) i co więcej, mam aspiracje aby ją zdać za pierwszym razem z wynikiem zadowalającym. Plany na najbliższe miesiące? Praca, przygotowania do matury, po maturach wyjazd do Warszawy, oby na stałe. Mam dosyć tego miasta, tego miejsca, tych ludzi, z których większość nawet nie chce mi podać ręki. Czas zmienić wszystko, zacząć od początku.


Ze spraw najbardziej aktualnych - poznaję głębiej Radiohead, Primus'a, The Pixies oraz bardziej scenę Seattle z okresu 80' - 90' . Imprezuję - dużo.


A teraz spać, jutro znów do roboty i przygotowania do wyjazdu do Wa-wy. Mam nadzieję pisać tu częściej. A gdy tylko uda mi się, będę tu spisywał teksty, pomysły na nie, aby ich nie zapomnieć.



Dobranoc szeroki świecie.