No i dawno nie pisałem. A co u mnie? Oj, dużo się wydarzyło od ostatniego wpisu.
Pierwsza rzecz, najważniejsza - zakończyłem 7-mio miesięczny związek. Dlaczego? Za dużo mówić. Po prostu - ostatnie siedem miesięcy było miłe, ale... sam nie wiem czemu to zakończyłem. Były jeszcze jakieś dogorywania, jakieś próby, ale ostatecznie już tego nie ma? Czy żałuję? Samego związku absolutnie nie - był wspaniały, mimo paru zgrzytów, które przecież zdarzają się w nawet najbardziej szczęśliwych parach, prawda...? Tak czy inaczej - nie ma i nie będzie - koniec kropka.
Po drugie - nie gram w The Dionysos. Tzn, może jeszcze coś uda się zorganizować, ale jak znam życie, do skutku to nie dojdzie. Jakoś przeczucie mi to mówi. Czy to dobrze? Jedni mówią, że się tam marnowałem (to nie jest absolutnie moje zdanie!), inni mówią, że ta kapela beze mnie to nie to samo. Cóż, to również ich zdanie, chłopaki dadzą sobie radę i beze mnie. Chyba.
Znów pracuję w Blaszanym (przez jakiś czas pracowałem w Mazel Tov, ale to też temat zamknięty, nie odwiedzam raczej tamtego miejsca), jako kelner, ale cóż, żadna praca nie hańbi, choć przydałoby się coś jeszcze w tygodniu, by te dochody były jakieś konkretniejsze.
Teraz zaczynam wreszcie klasę maturalną (proszę o oklaski!) i co więcej, mam aspiracje aby ją zdać za pierwszym razem z wynikiem zadowalającym. Plany na najbliższe miesiące? Praca, przygotowania do matury, po maturach wyjazd do Warszawy, oby na stałe. Mam dosyć tego miasta, tego miejsca, tych ludzi, z których większość nawet nie chce mi podać ręki. Czas zmienić wszystko, zacząć od początku.
Ze spraw najbardziej aktualnych - poznaję głębiej Radiohead, Primus'a, The Pixies oraz bardziej scenę Seattle z okresu 80' - 90' . Imprezuję - dużo.
A teraz spać, jutro znów do roboty i przygotowania do wyjazdu do Wa-wy. Mam nadzieję pisać tu częściej. A gdy tylko uda mi się, będę tu spisywał teksty, pomysły na nie, aby ich nie zapomnieć.
Dobranoc szeroki świecie.