poniedziałek, 13 września 2010

Timeless out.

Ostatnie dni w Warszawie?

Koncert udany, mieszkanie Stanisława, do którego mieliśmy przyjśc na chwilę, która zmieniła się w małe jam session, arcyciekawe.


Teraz Gdańsk.


Jak jest? Piątek i sobota - najgorsze dni w moim życiu. Noc z soboty na niedzielę - jedna z najprzyjemniejszych nocy od dawna. Bawiłem się świetnie, mimo że praca ciężka.

Kogoś poznałem. Jest miło. To tyle na ten temat, co by bardziej wścibscy ludzie się nie pytali.

Dzisiejszy dzień również genialny.





I podobno nie jestem nudny.





A teraz siedzę i wsłuchuję się w Sister, album Sonic Youth. Szukam tego, co chcę w nowym brzmieniu zawrzeć. I już po trzech kawałkach wiem, że to tego właśnie szukałem tyle lat. Trzeba jeszcze znaleźć muzyków, kupić resztę sprzętu i zabierać się do roboty.




I dziś, dowiedziałem się że staruch ze mnie. To chyba prawda, ale czy to źle? Chyba nie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz