niedziela, 29 maja 2011

czwartek, 26 maja 2011

Daisys.

Wczoraj były fioletowe kwiatki.
Dziś były stokrotki.




Jutro będzie bez - o ile znajdę.


A później?
Nie wiem, cieszę się jak dziecko, tym wszystkim, jak bardzo wspaniały sprawy przyjęły obrót.

Jestem szczęściem Jack'a.

środa, 18 maja 2011

Pan Szczur.

Kolejny dzień.



Jest lepiej. Podniosłem swoją samoocenę rozpoznając fałszywą firmę, która chciała mnie zrobić na kasę, po 2 minutach siedzenia w ich biurze. Bycie zajebistym to ciężka sprawa.


Poza tym to nic, włóczę się po dzielnicy ze słuchawkami na uszach, słucham non stop słów, które ostatnio do mnie trafiają najbardziej.

Obwiązałem się drutem,
zjadłem jabłko zatrute,
ręce sobie pociąłem w trzy pizdy.

Ułożyłem się grzecznie,
I czekałem aż wreszcie,
Przyjdzie zdechnąć ku chwale ojczyzny.





W piątek koncert CKOD - wreszcie porządna, negatywnie nastawiona energia do ludzkości.

Yummy.

poniedziałek, 16 maja 2011

O nic nie błagam.

Idziemy dalej, drogi czytelniku, dalej, przed siebie!



Żyję, jak widać. Jest ciężko, ale jak mawiał Niecki, co mnie nie zabije, to mnie wzmocni, choć prawdę powiedziawszy mam ostatnio już wszystkiego i wszystkich dosyć.



No ale nieważne, damy radę.



Prawda?

sobota, 14 maja 2011

Źleźleźle.

Mama zawsze mówiła, żebym nie zadawał się z kobietami. Krzywdzą, ranią, nie rozumieją wielu rzeczy i wiecie co, miała rację.




Ostatni tydzień był słodko-gorzki ponad normę.


Nie pasuję tu.

wtorek, 10 maja 2011

Fuck You.

Nie cieszy mnie już nic, nawet 100% z ustnej z polskiego.

niedziela, 1 maja 2011

Someday, maybe in May.

Maj. Żarówkę ktoś u góry rozkręca na pełną parę i włącza klimę. To jest dobre.


To, że zaraz jest matura, a ja chuj się uczyłem - nie jest dobre.


To, że po domówce u mnie, nikt nie został żeby posprzątać - jest chujowe.


Idę ogarniać i upolować obiad.






PS: Tak, nic się dzieje w moim życiu.