czwartek, 30 września 2010

Daddy's home!

Arrgh, jak mi dobrze, jak radośnie, jak kurewsko zimno. Wracam do życia, w tempie prędkości jebanego światła. Koncert Jabby - udany. Impreza w autsajderze - średnio udany. Private Afterparty - udane jak jasny skurwysyn. I to lubię!



Jutro wieczorkiem do pracy, aby zarobić na jebany mandat






I od poniedziałku Mazel Tov! Nareszcie, nie mogłem się doczekać, kiedy wreszcie tam wrócę.










Ani razu nie pomyślałem o zadzwonieniu do Niej. To całkiem dobrze! Choć przyznam szczerze, że chciałbym pogadać, byśmy nie skakali sobie do oczu. Ale że Ona uważa WCIĄŻ, że chcę powrotu, to Jej sprawa.



PS: Mystic River. Tak będzie się nazywał mój zespół. Jestem pod wrażeniem filmu, niebawem biorę się za książkę.

PS2: Jak będę duży, chcę być jak Sean Penn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz