Tadaam.
Ostatnie dni?
Miło, milej, jeszcze milej i nagle do dupy. I bądź tu człowieku rozsądny. Bądź tu rozważny.
Zachowuję się jak pieprzony małolat, który pierwszy raz poznał kobietę. Franz! Opanuj się do jasnej cholery.
Co poza tym? Nudno. Dopiero wróciłem z roboty, wczoraj napisałem tekst, którego tytuł widzicie u góry. Muszę jeszcze zastanowić się nad drugą zwrotką, a potem już tylko dopasować przejścia, zgrać wszystko.
Ogólnie, na początku tekst miał być bardziej egzystencjonalny, ale stwierdziłem że pisanie zbyt mądrych słów nie wychodzi mi na dobre. Za łatwo popaść w grafomanię.
Jak zapowiadają się następne dni? Zanieść CV do jednego klubu, jutro cały dzień robota, najpierw u brata w firmie, potem znów Blaszany. Niedziela stoi pod znakiem pracy w terenie - znowu, a wieczorem, jak się uda, do Gugi na noc aby spić się jak prosię i zapomnieć o tym wszystkim choć na chwilę. Poniedziałek? Gastroparty w Blaszanym, czyli znowu praca. Ale lepsze zapierdalanie, niż siedzenie na dupie i patrzenie się w ekran godzinami, jak to niektórzy.
Ogólnie, na chwilę obecną mam zły humor, najchętniej całą noc słuchałbym Miles'a Davis'a i patrzył się w sufit. Ale gdzież tam! Trzeba się wyspać, aby szczerzyć się do tych wszystkich pojebanych klientów, którzy nawiedzają lokal. Oczywiście, są wyjątki, czasem umiem sam z siebie uśmiechnąć się, spytać czy czegoś nie potrzeba. Ale przeważnie, jestem kompletnie zrezygnowany, a co niektórym jebnąłbym w pysk.
As you like, as you want....
PS: Ciekawe czy Ona to czyta? Jeżeli tak, to wychodzę na jeszcze większego kretyna.
piątek, 17 września 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz