czwartek, 9 września 2010

She's gone

No i urlop dobiega końca. Podsumujmy:
-imprez = zero
-wypadów na piwo= jakieś dwa?
-poznanych ludzi= licząc Phantomsów to raczej słabo
-nagranych kawałków= jeden kompletny
-nagranych pomysłów=w ciul i jeszcze trochę.



Teraz siedzę na Nowym Świecie w CAVA i piję małą americanę. Americana za 9 złotych w małej filiżance to nie to co Puchatki lubią najbardziej, ale cóż, przynajmniej można palić i jest internet. O 21 koncert, na którym zagram z chłopakami jeden numer, a potem na jakieś piwo i o czwartej na pociąg.


Ogólne wrażenia o Warszawie? Duże miasto, wiele ciekawych miejsc, bardzo ładne Stare Miasto, choć niewielkie i nie dorównujące Kroke. Do tego ludzie. Tzn. nie że są źli, czy niemili ale są bardzo, ale to bardzo skryci, mało towarzyscy, trochę patrzą na wszystko z góry. Młodych ludzi w knajpach do których zaglądałem - mało. Młodych w znaczeniu takim jak u nas, czyli 17-21 lat. Może to nie ta pora, może to przez to że to środek tygodnia? Sam nie wiem.


Kończę ten wpis i zabieram się za odstresowywanie.



PS: Muzeum Powstania Warszawskiego? Ciekawe, nieźle zrobione, trochę małe mimo wszystko. Najbardziej urzekła mnie projekcja Miasta Ruin w 3D i kanały. Małe, ciasne kanały, tylko trochę krótkie. Ale ogólnie na plus.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz