To mój conocny stan. Zasypiam o świcie, wymęczony całym dniem, filmami, które z uporem maniaka oglądam każdej nocy. Uwielbiam to uczucie, gdy cisza, w moim domu zostaje zabita przez myśli, dźwięki i obrazy wewnątrz głowy. Czuję się wtedy jak w półśnie, jak na pierdolonym haju. Coś co z jednej strony jest genialnym stanem, a z drugiej... nie pozwala spać. Plus - większość z tych obrazów jest bardzo.... zła, ale nie, nie w tym sensie. Są to albo wspomnienia, albo wyobrażenia. Ktoś mnie wczoraj spytał czy lubię gdybać. Nie lubię, bo te obrazy są ze mną codziennie, w każdej pieprzonej sekundzie mojego życia.
Wieczór, spędzony na spacerze, podczas którego, bez słuchawek, śpiewałem. Bez muzyki, bez czegokolwiek. Sam do siebie. Fajny stan, przypominający mi pobyt w jednym miejscu.
Oddam się za miesięczny zapas ketonalu, prozacu, albo innej ciekawej substancji.
środa, 20 października 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz