niedziela, 11 października 2009

Potrzeba matką wynalazku

Kiedy ostatnio blogowałem? Hm. Z dobre 3 albo nawet 5 lat temu. Tak stale, codziennie i w ogóle. Wtedy człowiek był szczeniakiem, zafascynowany czymś takim jak Internet, chcący cały świat powiadomić co jadł na obiad, co dziewczyna, która mu się podoba miała na sobie iczy mama pozwoli iść na koncert lub do kolegi. A teraz? Teraz raczej z lenistwa i niechęci do prowadzenia dziennika, który wcześnie musiałbym zakupić, oprawić i schować przed rodziną, która jest może i w pewien sposób częścią mnie, to jest na pewno wścibska jak diabli. To w takim razie po co zamieszczać to wszystko w internecie? Sam nie wiem. Może to jednak nie ich wścibskość, tylko niechęć do papieru za który płacę potężne pieniądze? Diabli wiedzą. A tak to mogę sobie pisać, swoje teorie puszczać w świat et cetera, et cetera.


Co napisać mogę o dzisiejszym dniu? Był fajny. Zajęcia w gminie pierwsze, pierwsze fajne wrażenia i w ogóle, ale rozpisywać się nie będę, bo to naprawdę prywatna sprawa. Potem do domu, obiad, kłótnia telefoniczna z Jakubem, czyli normalka.


No właśnie, muzyka. Ogólnie, zespół dobrze się rozwija, kolejny koncert już zaplanowany, czekamy dalej na propozycje i odpowiedzi od innych klubów. Ostatnio mam mniej pomysłów na kawałki i jeszcze mniej na teksty. Może dlatego, że po prostu praca pochłania większość czasu i energii, tak witalnej jak i umysłowej. Tak czy inaczej jeden tekst jest niedokończony, mimo że sam motyw muzyczny moim zdaniem wywala człowieka w kosmos. Super szybki bas, mocna perka i ostra, czasem nawet za bardzo gitara. Ale mi się podoba, choć zauważyłem, że ostatnio nie mam pomysłu na motyw new/cold wave w stricte tego słowa znaczeniu. Może dlatego, iż trudno jest napisać coś bardziej genialnego od tego co robili przedstawiciele gatunku. Ale ważne że się staram.


Maybe it's me.
Maybe it's my creed.
Maybe it's our split.
I think it doesn't fit.

This is essence, this is essence, this is essence
Of myself!

This is essence, this is essence, this is essence
Of myself!


No i nie mam pomysłu na dalszą część. Ale jak tylko złapię w szwe poobgryzane szpony Wenę, to mam nadzieję coś dopisać, bo rozumiem że SIEKIERA i jej IDĄ LUDZIE WSCHODU, wcale nie miała dłuższego tekstu, ale SIEKIERA to SIEKIERA, a MY to MY.


A teraz spać, bo o 9 rano zaczynam codzienną pracę dla wielkiej korporacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz